


Po uczcie dla duszy coś dla ciała, czyli jedziemy do Feliksa. A tam - je4dzenie, jedzenie i jeszcze raz pyszne domowe wypieki Teresy. Czyli kilka miesięcy odchudzania " w plecy". Ale jest i sukces - wreszcie polar na Mariusza pasuje!


Były też życzenia "sto lat" dla Stasia Jubilata i wiernego uczestnika naszych eskapad. Stasiu jeszcze raz zdrowia, pogody ducha i wszystkiego naj...!

Co się działo wieczorem przemilczmy i w niedzielę zbiórka w Andrychowie. Dojechali kolejni uczestnicy i w drogę

Na górę, która chyba ze względu na wysokość nazywa się POTRÓJNA wyjechaliśmy Starem organizatora. Posiadacze samochodów terenowych, którzy nie jechali z nami nie wiedzą co to znaczy "przeżycie ekstremalne". Ale warto było. Na górze pogoda piękna, widoki wspaniałe, lenistwo, jedzono, rozmowy - czyli to co lubimy najbardziej.






Dziękujemy organizatorom za perfekcję we wsystkim. Było SUPER!!
